lis
14

Avrazya Istambul Marathon 2012

Temat utworzony przez Piotr Smoleński


Avrazya Istambul Marathon 2012

Avrazya Istambul Maraton 2012
Każdy maraton jest inny
Na pewno niezapomniany jest zawsze ten pierwszy, w którym debiutujemy.  Pierwsza próba sił ze sobą, dystansem, zmęczeniem, nieznaną „ścianą”. Po nim nie zawsze jesteśmy, ale na pewno czujemy się, maratończykami. Później  przychodzi czas na maraton, w którym chcemy przekroczyć pewną swoją magiczną barierę czasu. Dla mnie były to cztery godziny, czyli wymarzona trójka z przodu i niezapomniany maraton w Atenach. Są maratony gdzie trasa jest idealna, warunki pogodowe sprzyjające, przygotowanie OK - i nic  tylko walka o życiówkę. Głównie kontrola dystansu, międzyczasów i tętna (najważniejszy Garmin na ręku). Tak było w Hannoverze. Są maratony kultowe -  chociażby każdy Maraton Warszawski, na którym po prostu nie może mnie nie być. To tam spotykam się z większością z Was (TTT). W  kilkanaście osób jechać autobusem czuć atmosferę zbliżającego się startu. To tam dopinguje mnie cała rodzina, mam wrażenie, że znam każdy fragment trasy na pamięć. 

   
Przychodzi wreszcie czas na maraton, który ma być deserem, taką wisienką na torcie. Na koniec sezonu, bez napinania się, walki o wynik.  Listopad, to czas kiedy w Polsce pogoda nie rozpieszcza. Aż marzy się, żeby wyjechać, pozwiedzać – a że przy okazji można wystartować w niezwykłym miejscu..... Tak zrodził się plan startu w Stambule.
Przygotowania
Największą atrakcją Maratonu w Stambule jest fakt, że start następuje po azjatyckiej stronie tego miasta, a następnie po pokonaniu cieśniny Bosfor jednym z dwóch gigantycznych mostów (14 na świecie pod względem wielkości) jesteśmy już po stronie europejskiej i tu następuje dalszy fragment trasy.

Limit starujących co prawda wynosi 5 tysięcy i zapisy trwają do końca sierpnia, ale rzadko zdarza się, aby zabrakło miejsc. Co ciekawe bardzo duży odsetek zapisanych (opłacone startowe) nie staje na starcie. Podobnie jak w latach ubiegłych także w tym roku było to ok 20%. Zapisy odbywają się tylko na podstawie paszportu. Opłata wynosi 50 TL (ok. 95 PLN) Jako doświadczony globtrotter postanowiłem wcześnie zarezerwować hotel i kupić bilety lotnicze.
Z pierwszym poszło wyśmienicie. Jak się później okazało Hotel Han rzeczywiście położony jest na stambulskiej starówce dosłownie 100 metrów od Hagia Sofia i zaraz obok Błękitnego Meczetu. Dosłownie jedną minutę drogi od autobusów maratońskich dowożących zawodników na start.  50 Euro za 4-osobowy pokój ze śniadaniem – wychodzi 12,5€ na osobę (wartośc śniadania na stronie hotelu to 10€ za osobę). Gorzej poszło z biletami na samolot. W styczniu nie przewidziałem, że parę miesięcy później węgierski Malev zbankrutuje i zabawa rozpocznie się od nowa.

Na miejscu
Są pewne stereotypy. Dla mnie  jeden z nich to Turek- gastarbaiter w Niemczech. Drugi to Turcja, a zwłaszcza Stambuł – miejsce pełne tłoku, kurzu, spalin, hałasu i wiecznego rozgardiaszu. Nie wiem, czy to kwestia pory roku, czy też rozwoju tego kraju, ale spojrzałem na Stambuł pod zupełnie innym kątem.
O hotelach już wspomniałem. To nam bardziej brakuje tych niskobudżetowych o dobrym położeniu.
Ludzie na prawdę sympatyczni, mówiący po angielsku – blisko bazaru i knajpek przy Sultanahmet (starówka)  ma się wrażenie, że mówią we wszystkich językach świata. Po polsku świetnie wychodzą im wszelkie przekleństwa.
Błękitny Meczet, Agia Sophia, rejs statkiem po Bosforze to stambulskie „must do”.
Ataturk – zmienił Turcję z kraju wyznaniowego na republikę i jest to naprawdę widoczne w wielu przejawach życia – my przechadzaliśmy sie po terenach Uniwerystetu Stambulskiego (60 tys. studentów). To jego zaslugą jest rozdział religii od państwa. Swoisty rodzaj tolerancji przejawia się tym, że obok nawoływań muezinów 5 razy na dzień do modlitwy z okolicznych minaretów możesz kupić alkohol w lokalnych sklepikach. Zakfefione kobiety mijają się z modnie ubranymi nastolatkami.


Jedzenie to też sztuka. Tam gdzie najbliżej atrakcji turystycznych, tam gdzie kolorowe menu ze zdjęciami i opisami w kilku językach – tam na pewno nie tanio. Im dalej, głębiej i więcej miejscowych tym na pewno ciekawiej, taniej, a często i smaczniej.  Przed samym maratonem tradycyjnie chciałem się naładować makaronem i przez zupełny przypadek trafiłem do MAKARNA SARAYE – niewyględnej restauracji niedaleko Wielkiego Bazaru. Przewe wszystkim czysto. Do wyboru dania z makaronem, ryżem, miejscowe gyrosy, kebaby etc. Obiad dla całej rodziny - 10€,  tyle co gdzie indziej  danie dla jednej osoby. Podczas trzeciej tam wizyty wspomniałem szefowi, że opisuję niskobudżetowe lokalne restauracje i daję im rekomendacje dla turystów z centralnej Europy. Tak dla hecy.  Zanim wyszliśmy dostaliśmy świetną jabłkową herbatę, a rachunek nie uwzględniał dania dla jednej osoby. Najważniejsze to zrobić sobie dobry PR J



Start
Między 7.00-7.30 rano wyruszają autobusy z dwóch miejsc w Stambule, aby dowieźć uczestników maratonu na azjatycką stronę miasta. Tego dnia, o tej porze, tylko my mamy prawo jechać tą trasą i tym mostem. Na miejscu za Bosforem zatrzymujemy się na dużym placu, który normalnie służy jako miejsce poboru opłat za wjazd. Od razu spotykam kilkunastoosobową grupę związaną z organizatorami i sponsorami Biegnij Warszawo. Zrobiło się raźniej. Oni biegną na 15 km więc wkrótce się rozdzielamy.
Tak w ogóle to w tym samym czasie odbywają się trzy i pół biegi. Najkrótszy dystans to 8 km –  ta sama linia startu i trasa co maraton. Uczestników kilka tysięcy. Średni  - to 15 km – kilkanaście tysięcy startujących. Miejsce startu i trasa j.w.  Klasyczny maraton to w tym roku ok. 3 tys startujących. Wreszcie na samym końcu kilkadziesiąt tysięcy ``dzikich`` uczestników czegoś w rodzaju marszobiegu dla których najwiekszą atrakcją jest możliwość pokonania pieszo mostu nad Bosforem. W tej sytuacji największy problem stanowi co? – oczywiście TOI TOI !!! Jesteśmy przecież na moście i nie ma krzaczków, drzewek etc. Ponieważ Polak potrafi więc znalazłem jedną nawet znośną sławojkę w całkowicie niedostępnym miejscu (zupełnie prywatna dla pracowników obsługujących bramki wjazdowe na moście), w dodatku kolejka mikroskopijna – zaledwie kilkanaście osób. Cisza do momentu kiedy dwóch facetów zaczęło gadać ..... po polsku.  W tym momencie cała reszta się rozluźniła. Oprócz dwóch osób wszyscy w kolejce okazali się Polakami. Później na trasie spotkałem kilku z nich.
Wreszcie start i pierwsze 2 km to uczta dla oka. Biegniemy nad Bosforem.

Pogoda maratońska. Temperatura 14C. Lekkie zachmurzenie. Pilnuję się, aby biec wolno. Udaje się, bo do 4 km jest sporo pod górkę. Później prawie kilometr z górki i moje tempo maratońskie jest prawie takie jak u Andrzeja (4,35/km). Chyba już nigdy takiego nie osiągnę J. Na 7 km biegniemy obok położonego nad Bosforem Dolmabahce Sarayi. To pałac jednego z ostanich sułtanów Imperium Otomańskiego. Zbudował go w połowie XIX w. Jego budowa zrujnowała skarbiec upadającego państwa, a w rezultacie przyczyniła się do upadku dynastii. To z kolei pozwoliło na dojście do władzy Ataturka i nowy rozdział w historii Turcji. W każdym razie Turcy mało pochlebnie wyrażają się na temat ostatnich lat panowania sułtanów.  Już jadąc tą samą trasą na start autobusem  zdziwiłem się, że wszyscy buczą mijając to miejsce. W trakcie biegu sytuacja powtórzyła się. Nie do końca wiedziałem o co chodzi. Pomogła rozmowa z hotelowym recepcjonistą.

11 kilometr -  to pierwsze planowane spotkanie z moimi trzema dziewczętami. Mają czekać z pierwszym żelem, a przede wszystkim z uśmiechem na twarzy. Wszystko pod kontrolą. Tempo, żele, godzina spotkania, uśmiech na twarzy. No prawie wszystko... Marcie pomyliła się jedynie funkcja na I-Phonie i zamiast zdjęć zaczęła nagrywać filmik. Ponieważ nie wiedziała co się dzieje, dodatkowo trzymała parasolkę w ręku, ja już uciekałem, a zdjęcia nie mogła zrobić – dała upust swojej frustracji klasyczną polską wiązanką. Zdjęcia nie wyszły, ale nieocenzurowany film się nagrał. Mamy na prawdę zdolną młodzież J

Dalej trasa prowadzi wybrzeżem Złotego Rogu. To kilkunastokilometrowa zatoka w centrum Stambułu. Na dwunastym kilometrze widzę czołówkę (sami Kenijczycy i Etiopczycy). Oni są już za agrafką na ok.17km. Ja tam dobiegnę gdzieś za 25 min. Czekam na 18km to nasz umówiony z  dziewczynami drugi punkt.  Dzień wsześniej rozrysowałem im na mapie trasę i miejsca spotkań. Biegnę i biegnę, a ich nie ma. Dobrze, że na wszelki wypadek mam pastylki Nutrenda w kieszonce. Dam radę, ale szkoda spotkania. W dodatku znów prawie kilometr pod górę i to ostro. Co z tego, że na szczycie piękny widok rzymskiego Akweduktu Walensa z IV w. Tempo spada dramatycznie odwrotnie proporcjonalnie do tętna. Przebiegam pod łukiem akweduktu a tuż za nim niespodzianka – są moje dziewczyny. Tym razem sesja fotograficzna przygotowana perfekcyjnie. Później oglądaliśmy zdjęcia. W ramach przygotowań kilkadziesiąt różnych zdjęć i na koniec  trzy moje J.

Od dwudziestego kilometra trasa prowadzi wzdłuż Morza Marmara i podobnie jak w przypadku Złotego Rogu poprowadzona jest na zasadzie pętelki. Daje nam to możliwość obserwowania czołówki. My jesteśmy na 22km – oni na 37km. Prowadzi Stephan Chebogut z Kenii ze sporą przewagą. Eskorta policji, helikopter, wozy transmisyjne, elektroniczy zegar na samochodzie – ładnie to wygląda. Kenijczyk wygra z czasem 2.11.05 sek. Ja minąłem właśnie półmetek, a jemu pozostało jedynie kilka kilometrów. Teraz robi się najmniej ciekawie. Biegniemy już właściwie nieco poza miastem. Dodatko wieje silny wiatr znad morza. Jedno co mi zostaje to chować się za plecami rosłych biegaczy. Do tej pory biegłem  bardzo asekuracyjnie.  W zasadzie kontemplowałem widoki przy tętnie dochodzącym max do 154 ud/min. Samopoczucie super. Na 24 km postanowiłem przyspieszyć.  Żeby zająć czymś głowę zacząłem  liczyć tych których minę i tych którzy mnie wyprzedzą. To fajna zabawa pod warunkiem, że jest się myśliwym, a nie zwierzyną. Mnie do mety ten stosunek wyszedł nieźle 410 : 3. Ostatnie kilometry biegłem z sympatyczną zawodniczką z klubu maratońskiego z Izmiru. Biegła bardzo równo, spokojnie. Razem połykaliśmy  kolejnych zawodników. Ostatnie 2 km przed metą trasa prowadzi ostro pod górę przez ogrody Pałacu Topkapi (rezydancja sułtanów – atrakcja turystyczna) aż do mety przy Hagia Sophia. Najczęściej na końcu biegu szykujemy się do finiszu chcąc choć trochę poprawić swój czas lub miejsce. Wtedy, kilkaset metrów przed metą zorientowałem się, że Turczynka zaczyna lekko słabnąć W każdym innym przypadku przyspieszyłbym . Po to robimy wtorkową SB z akcentem na ostanie powtórzenia - tak Andrzej ;-)? Tym razem nie mogłem. Koniecznie chciałem abyśmy razem przebiegli te ostatnie metry i uścisnęli sobie dłoń

Cholera chyba polubiłem Stambuł.

Dodaj komentarz
3 komentarze(y):
Wczytywanie wcześniejszych komentarzy
Wczytywanie listy