lis
18

Niepodległość "powiatowa".

Temat utworzony przez Elżbieta Cichońska


Niepodległość "powiatowa".

Wszystkim  fanom przepychania się łokciami na pierwszych 2 kilometrach Biegu Niepodległości w Warszawie oraz totalnej  zadymy wieczorem w mieście chciałabym zaproponować inny sposób spędzenia świątecznego weekendu listopadowego. Okazuje się, że mniejsze miasta doskonale konkurują ze stolicą, a lokalne kluby biegowe nie ustępują  mosir’om, wosir’om i innym znamienitym fundacjom. Długi weekend zaplanowałam z rodziną w Toruniu i zaczęłam szukać opcji biegowych w tamtych okolicach. Okazało się, że są dwie – jedna w Gniewkowie, druga w Pigży. Wybrałam tę drugą, bo  w nazwie miała „Bieg Niepodległości” – noblesse oblige! Wpisowe tylko 30 zł, a zapisy przez sts-timing, czyli pełna profeska. Zapisałam się i troszkę zapomniałam …
Hulałam w Toruniu od piątku wieczorem (07.11). Toruń to ulubione miasto Cichońskich. Nie urodziłam się tam, nie mamy rodziny, ot taka  sympatia od pierwszego wejrzenia. Nawet mieszkanie tam kupiliśmy jakiś czas temu i dlatego regularnie jeździmy do Torunia. Ot, taki  nasz domek „letniskowy” J
Tym razem program pobytu był bardzo bogaty: zakupy, zakupy, zakupy (3 kobiety w rodzinie), a potem niespodzianka – koncert Edyty Bartosiewicz w hali UMK, na który w tajemnicy kupił bilety mój małżonek. Doskonały wieczór! Na drugi  dzień dzieci do teatru Baj Pomorski, ja na delikatne rozbieganko, a potem zakupy, zakupy, zakupy itd. Poniedziałek spędziliśmy na Kujawsko-Pomorskim  Festiwalu Gęsiny. Wiadomo, Polska gęsiną stoi.  Wyszliśmy stamtąd niczym faszerowane gęsi, a więc trzeba było się napić i dobrego wina … Ot, taki sportowy rytuał J
Święto Niepodległości powitało nas mgłą, niczym mleko i zdecydowanie nie zachęcało do siadania za kierownicę i jechania na bieg. Moi rodzinni kibice zgłosili votum separatum więc, chcąc nie chcąc, sama musiałam wyruszyć w podróż przez zamglone lasy w kierunku Chełmna. Po przybyciu na miejsce i dużych problemach z zaparkowaniem samochodu, i odebraniu pakietu startowego okazało się, że na miejscu czekają same miłe niespodzianki. Biuro zawodów zorganizowano w szkole w Pigży. Widać, że jest to szkoła z tradycjami sportowymi, bo ściany obwieszone są dyplomami za różne osiągnięcia sportowe, a w gablotach stoi mnóstwo pucharów i innych trofeów za sporty indywidualne i zespołowe. W stołówce szkolnej zorganizowano kawiarnię, gdzie za grosze można  było zjeść domowe ciasto i napić się kawy i herbaty. Od 10 rano na bieżni szkolnej odbywały się biegi dziecięce. Frekwencja była na tyle duża, że trzeba było dopisywać ręcznie numery. Mali biegacze dostali medale takie same, jak dorośli. Po rozgrzewce przed biegiem głównym, Wójt Gminy Łubianka (też biegacz i maratończyk) opisał uroki trasy, a potem poprowadził wszystkich na linię startu.
Bieg na dystansie 11 km prowadził przez drogi powiatowe, ścieżkę rowerowo- pieszą, ale też przez odrestaurowany zamek krzyżacki w Bierzgłowie oraz Wąwóz Leszczyński zjawiskowo usłany żółtymi liśćmi. Tak więc nie jest to trasa do bicia życiówek, ale fajnie się biegło. Nie nastawiałam się na rywalizację, gdyż po krótkiej analizie wyników z zeszłego roku lekko ugięły mi się nogi, bo w mojej kategorii wiekowej (tzn. młode kobiety) najlepsze panie nabiegały w tych warunkach 46 – 48 minut! Jakież było moje zdziwienie, gdy z moim nędznym wynikiem powyżej 51 minut zajęłam 2. miejsce! Okazało się, że rok temu człowiek stojący na trasie pogubił się i finalnie towarzystwo nie przebiegło przez zamek, a więc dystans był znacznie krótszy J.
Na mecie czekał piękny medal, herbata, ciasto, chleb ze smalcem, zupa, piwo i jabłka, i chyba coś jeszcze. Bardzo sprawnie odbyło się dekorowanie zwycięzców, a ponieważ na mój wniosek tym razem zaczęli od „młodych kobiet”, więc dość szybko uciekłam ściskając bardzo ładną i nietypową statuetkę, bo do Warszawy szmat drogi, a tu mgły …
Reasumując:
Bieg zorganizował KM Truchcik Łubianka. Po pierwsze organizacja była wręcz idealna. Koszty biegu niskie, w pakiecie startowym koszulka techniczna i bardzo ładny, porządnie wykonany medal na mecie, o innych elementach też już pisałam. Zapewne „maratoński” Wójt Łubianki wspomógł organizatorów oraz przyciągnął sponsorów. Generalnie, wielkie brawa !!! Po drugie KM Truchcik Łubianka, to nie taki znów truchcik, bo wygrali w konkurencji drużynowej, a pierwsi czterej panowie z klubu przybiegli na metę w czasie zdecydowanie poniżej 40 minut. Tak więc, jeżeli TTT chce powalczyć z równorzędnymi rywalami, to wie, gdzie ich szukać J
XVIII edycję Biegu Niepodległości w Pigży - Łubiance ukończyło prawie 800 osób, w tym owczarek niemiecki Paco. Dziarski starszy Pan, który komentując mój strój startowy słowami „młodość grzeje” J, sprowokował rozmowę o maratonach (ponoć w tym roku pobiegł już kilkanaście), okazał się zawodnikiem w zaawansowanej kategorii M70 i … ostatni nie przybiegł, więc mam wątpliwości, kto tu tak naprawdę jest młody …
Tak więc zapraszam za rok do Pigży. Ja, jadę! 
 

Dodaj komentarz
7 komentarze(y):
Wczytywanie wcześniejszych komentarzy
Wczytywanie listy