lip
28

Maraton Przyjaźni Grodno - Druskienniki

Temat utworzony przez Piotr Smoleński


Maraton Przyjaźni Grodno - Druskienniki

Trafiłem na ten maraton trochę przez przypadek podróżując palcem po mapie. Nowe kraje w tym jeden ten szczególny zza żelaznej kurtyny – Białoruś. To przygoda zarówno biegowa, turystyczna jak i logistyczna. I chyba ta ostatnia kwestia sprawia, że tak mało zawodników z Polski decyduje się na start w tym niezwykle kameralnym, urokliwym i świetnie zorganizowanym wydarzeniu. A szkoda, bo jak się później okazało wszystko przebiegało bez najmniejszego problemu. Ale od początku. Maraton Przyjaźni Grodno – Druskienniki odbywa się co roku na tej samej trasie zmieniając jedynie miejsce startu i mety. Tym razem finisz miał odbyć się w Druskiennikach. Starając się o białoruską wizę dowiedziałem się o zmianie przepisów wizowych. W ramach bezwizowego ruchu turystycznego można przekroczyć granice z Białorusią na okres do pięciu dni. Jest tylko kilka warunków. Dotyczy to tego samego przejścia granicznego. Nie dotyczy za to przejazdu pociągiem oraz przekroczenia granicy pieszo. Czyli pozostaje jedynie samochód – zielona karta, stanie na granicy etc. I w tym momencie dotarłem do osoby odpowiedzialnej za sprawy organizacyjne ze strony litewskiej – Vitatautasa Lucinskasa. Zapewnił mnie, że jedyne co muszę zrobić to przesłać scan paszportu bez ubiegania się o białoruską wizę. No i oczywiście przyjechać do Druskiennik. Od tego momentu okazało się, że jest on moim aniołem stróżem. Wiedziałem, że o nic już nie muszę się martwić. Pojawiła się też świetna okazja, aby namówić Izę na maratoński weekend w Druskiennikach. Aquapark i zakwaterowanie 50 metrów od linii mety były dodatkowym argumentem. Z Warszawy ruszyliśmy wcześnie rano w sobotę i po 4,5 godzinach byliśmy na miejscu. Zakwaterowanie, spacer, obiad, odpoczynek i po 17-tej Vitautas zorganizował autobus, który miał odwieźć nas do Grodna. W autobusie kilkunastoosobowa grupa biegaczy głównie z Litwy. Poznaję Mindaugasa Garmusa. Niesamowita postać. Zakręcony na puncie biegania do granic możliwości. Od kilku lat mieszka w Kopenhadze i mam wrażenie, że ciągle biega. Maraton czasami 2 razy w ciągu tygodnia. Startuje tak często, że nie ma czasu na trening. Zaledwie 6 dni wcześniej brał udział w Mistrzostwach Świata w biegu 24 H w Belfaście pokonując dystans ok. 218 km. Mimo to maraton biega na poziomie 3.05-3.12 bez specjalnego przygotowania. Większość jego startów to nasze krajowe imprezy. Świetnie mówi po polsku. Później okazało się że razem dzieliliśmy pokój w Grodnie opowiadał mi o biegach ultra i znaczeniu odporności psychicznej i siły mentalnej. Takie ciekawe historie jak oszukiwać własną głowę. Godzinny postój na granicy, fantazyjne czapki pograniczników białoruskich z gigantycznym daszkiem, atmosfera raczej napięta i …. możemy ruszyć dalej. W Grodnie start zorganizowany na monumentalnym kompleksie sportowym ze stadionem piłkarsko – lekkoatletycznym na kilkanaście tysięcy ludzi. Trzeba przejść badania lekarskie – mierzono ciśnienie. Dwóch Litwinów nie zostaje dopuszczonych do biegu. Mam pietra, bo mój wynik to 150/100. Ręczny pomiar 140/90 i jakoś się udaje. Wieczorny spacer po Grodnie to jakby powrót do minionych czasów. Na głównym placu defiladowym dominujący Pomnik Lenina. Dla nas to turystyczna atrakcja. Robimy selfiki i prosimy przechodzącą młodzież o wspólne zdjęcie. Dziwią się dlaczego akurat tutaj. Dla nich to normalne miejsce, zwykły pomnik. Niedziela – dzień startu. Dobrze, że wczoraj zrobiłem jakieś zakupy na śniadanie, bo w hotelu śniadania niet. Bułeczka z dżemem, ostateczne pakowanie i o 7.00 udajemy się na start. Przy wejściu na stadion przechodzimy kontrolę paszportową. Dokumenty oddajemy. Celnicy sprawdzają nasze bagaże, potem je plombują i zabierają do autobusu z depozytami, który niebawem rusza na Litwę. Czas na krótką rozgrzewkę i o 8.00 start. Jest nas raptem ok. 150 osób. A oprawa jakby się miał zacząć bieg olimpijski. Z zawodników głównie Litwini i Białorusini. Także nas, czterech Polaków, kilku Rosjan i paru globtroterów z Zachodu. Wśród nich Brent Weigner. Spotkałem go dzień wcześniej i mieliśmy okazję chwilę porozmawiać. Niezwykle uroczy dojrzały mężczyzna, emanujący urokiem i optymizmem. Biega od 50 lat. Trzykrotnie pokonał nowotwór i chyba to daje mu napęd na dalsze starty. To jego 134 maraton w kolejnym innym kraju. Leci prosto z Madagaskaru, a już za dwa tygodnie ma start na Fiji. Gawędziarz, więc zaraża mnie swoimi planami i pogodnym podejściem do życia. Wymieniamy wizytówki. Dostaję zaproszenie do klubu globtroterów, który założył jakiś czas temu. Trzeba pokonać maraton w co najmniej 10-ciu krajach. Później czytam o nim w internecie. Kolejna ciekawa postać na mojej biegowej ścieżce. Pierwsze kilometry to wylotówka z Grodna w kierunku granicy z Litwą. Zablokowane ulice i trochę smutni ludzie. Jest ich mało, bardzo mało. Nasza grupa się rozciąga. Dystans pomiędzy zawodnikami się wydłuża. Wreszcie jesteśmy już na prowincji. Bardzo skromne, zadbane domy. Czasami szczekają psy. Dwukrotnie strażacy ustawiają kurtynę wodną. Co kilka kilometrów punkty odżywcze z wodą, izotonikiem i bananami. Głowę staram się czymś zająć, bo pierwszy raz na zawodach przeżywam prawdziwą samotność długodystansowca. Postanawiam pozdrowić i zagadać do każdej napotkanej osoby. Zdziwieni milicjanci nie wiedzą jak zareagować, w końcu pojawia się uśmiech a nawet kciuk do góry. Mijane babuszki`` pazdrawljajut``. Na siedemnastym kilometrze grupa gimnazjalnych komsomolców nienagannie ubrana w szkolne mundurki w zorganizowany sposób słyszę jak pozdrawia mnie słowami ``mołodiec``. Z daleka wystawiam rekę dając znak, że chcę przybić piątkę z każdym z nich. I wtedy zaczyna się spontan. Na twarzach pojawia się prawdziwy uśmiech radośc i nieskoordynowane słowa otuchy i dopingu. Az chce się biec. Parę kilometrów dalej mija mnie po raz pierwszy kawalkada pojazdów prowadzona przez milicyjny samochód. Wśród nich dużo TIR-ów. Wcześniej droga do granicy przez prawie 2 godziny była zamknięta. Biegnę po raz pierwszy w narodowej koszulce z dobrze widocznym napisem POLSKA i orzełkiem. Jak miło usłyszeć pozdrowienia naszych kierowców na ciężkim 28-30km. Po drodze zaczynam wyprzedzać coraz więcej osób. Każdą staram się zagadać i pozdrowić. To niesamowite, ale kilka razy słyszę `` jeszcze Polska nie zginęła`` i inne miłe słowa. Sport staje ponad granicami, ustrojami i uprzedzeniami. Białorusini i Litwini odnoszą się niezwykle przyjaźnie. Kolejka TIR-ów przed granicą na 32km ma długość ok.3km i od tego momentu to ich kierowcy stają się naszymi kibicami. A później wbiegamy w szpaler utworzony przez białoruskich pograniczników i celników. Tak eskortowani docieramy do strefy ziemi niczyjej i wreszcie ten sam szpaler ale już w odwrotnej kolejności po stronie litewskiej. Od tego momentu pozostaje przeżyć ostatnie najbardziej pofałdowane 10 km. Po drodze spotykam niesamowitego Brenta. Pozdrawiam go i mknę dalej. Ostatni kilometr to już tylko wisienka na torcie. Zwłaszcza kilkaset metrów przed metą głównym deptakiem Druskiennik. Tłumów nie ma. Przechodzący turyści wydają się być nawet nieco zaskoczeni widokiem tylu biegaczy. Wreszcie Iza może swobodnie wybrać najlepsze miejsce w okolicach mety uwieczniając na filmie moje ostatnie metry. Za metą otrzymujemy vouchery do restauracji na pomaratoński posiłek. Trzeba też poczekać na paszporty, które dojeżdżają autobusem z napisem koniec maratonu. Jest czas na porozmawianie z Vitatutasem. Przyjmuje gratulacje za świetnie zorganizowaną imprezę. Jest jednak nieco zasmucony słabą frekfencją. To już siódma edycja biegu a ilość uczestników nie przekracza 150-ciu. W zasadzie działają na granicy opłacalności. Z linii mety i miasteczka biegowego do hotelu mam 50 metrów. W nagrodę kąpiel solankowa, wirówka i pławienie się w basenie. Poniedziałek to czas na pozostałe atrakcje Druskiennik, a jest ich sporo. Kolejka gondolowa, park linowy z przejazdem nad rzeką, rejsy po Niemnie, rowery, elektryczne hulajnogi i mnóstwo innych atrakcji. A wieczorem powrót. Słowem niezapomniany weekend za wschodnią granicą.

Dodaj komentarz
5 komentarze(y):
Wczytywanie wcześniejszych komentarzy
Wczytywanie listy